Dom i rodzina, Praca i finanse

Jak nauczyć dziecko oszczędności?

Skarbonka

Racjonalne gospodarowanie pieniędzmi to bardzo cenna umiejętność. Jest też nie lada wyzwaniem, zwłaszcza gdy finansowo się nam „nie przelewa”. Dużo ludzi dorosłych ma z tym problem, nie mówiąc już o dzieciach. Więc co zrobić, by pomóc naszym Pociechom wejść w świat ekonomii?

1. Daj dobry przykład

Tak, to od Ciebie wszystko się zaczyna. To właśnie Ty jesteś źródłem wiedzy dla swoich dzieci i to właśnie Twoja postawa zadecyduje o efektach nauki. Musisz w tym być szczery i nawet jeśli masz jakieś braki (a powiedzmy sobie szczerze: kto ich nie ma?), to teraz jest czas, żeby nad tym popracować. Choćby próbując przygotować się do tego czego będziesz uczył dzieci. Musisz zrewidować swój własny budżet i swoje własne zwyczaje

Jeśli wydajesz 300zł miesięcznie na papierosy, to nie narzekaj, że nie masz na wczasy z dziećmi. Zacznij od finansowego rachunku sumienia, bo dzieci szybko wychwycą hipokryzję. Poza tym jeśli załatwisz swoje sprawy, to tym lepszym przykładem będziesz dla dziecka.

 

2. Pozwól dzieciom zarabiać i wydawać

Praca przynosi zysk i właściwie tylko praca powinna być jego źródłem. Żadne „dopłaty”, „becikowe” czy inne zasiłki. Sposób zarabiania trzeba dostosować do wieku dziecka. Dla maluchów dobry będzie system kuponów, które dostanie chociażby za posprzątanie swoich zabawek. Będzie je mogło potem wymienić np. na obejrzenie bajki wieczorem. Natomiast starsze dzieci spokojnie poradzą sobie z prawdziwymi pieniędzmi. Ile dzieciaki muszą mieć lat, żeby operować prawdziwymi pieniędzmi? To już musicie sobie sami ustalić.

Można wyznaczyć kilka prostych prac, takich jak wynoszenie śmieci, czy robienie prostych zakupów. Jasne, że jako rodzic można po prostu kazać im to zrobić. Ale jako mądry rodzic można to wykorzystać dla ich edukacji finansowej. Praca przynosi zysk. Praca nie zawsze jest przyjemna. Chcesz mieć pieniądze? Pracuj. Dziecko wyniesie śmieci, zrobi zakupy. Dostanie za to kilka złotych, jednak jest dumne, że samo zarobiło. To nie jest darowizna. To zapłata.

Potem za zarobione pieniądze może kupić sobie wymarzoną zabawkę albo grę. Pozwalajmy wydawać dzieciom ich pieniądze (oczywiście jako dorośli, kontrolujmy na co). Samo zarabianie, bez nauki że pieniądze są środkiem a nie celem, może wpędzić nasze dziecko w materializm.

 

3. Słoik

Dzieci (jak i część dorosłych) nie potrafią dobrze wizualizować i pracować na abstrakcjach. Muszą widzieć. Dlatego słoik jest fantastycznym narzędziem. Słoik jest przezroczysty i widać jak się zapełnia lub jak się opróżnia. Słoik może być zwykłą skarboną, ale skarbonki są bez sensu. Głównie dlatego, że skarbonka nie ma celu. Tam się po prostu wrzuca pieniądze. Takie bezcelowe oszczędzanie niczego nie uczy i w sumie jest zniechęcające.

Słoik, a właściwie kilka słoików, powinniśmy podpisać wg konkretnej zasady. Zasad jest kilka, możecie sobie wybrać, albo wymyślić własne, dostosowane do Waszych realiów.

Słoiki można podpisać konkretnymi celami. Np. „Gra komputerowa – cena 85zł”, „Bilet do kina – cena 15zł”, itp. Słoików można postawić kilka, ale bez przesady.

Jest też inna fajna metoda. Właściwie obie można sobie jakoś połączyć. Ta druga metoda bardzo mi się podoba, bo do kwestii oszczędzania i posiadania pieniędzy w ogóle, dodaje bardzo ważny aspekt – dzielenie się.

Oszczędzanie/wydawania/dzielenie się. Taki podział słoików proponuje Greg Karp, autor „The 1-2-3 Money Plan”. Każdy przychód dziecko dzieli w proporcjach 40%-40%-20%. To oczywiście jest podział umowny, można go sobie dostosować do własnych warunków. Idea jednak jest jasna. Część zarobionych pieniędzy dziecko odkłada na jakiś długoterminowy cel (np. gra komputerowa, książka, zabawka). Część zostawia sobie na bieżąca wydatki, co w przypadku kilkulatka pewnie ograniczy się do kupowania latem lodów. Część natomiast odkładana jest w celu oddania potrzebującym. To bardzo ważna lekcja. W zależności od naszych preferencji, a przede wszystkim od preferencji dziecka, te pieniądze może wydać na dowolny cel charytatywny. Można wesprzeć jakąś fundację lub indywidualną osobę, można kupić karmę dla zwierzaków ze schroniska. Dziecko sobie wybierze. Dobrze też porozmawiać o tym w jaki sposób my się dzielimy.

 

4. Bank „u taty”

Cierpliwość jest bardzo ważną cechą. Wydaje mi się, że jest to cecha, której uczymy się z wiekiem. Dzieci nie mają jej za wiele. Młodzież w sumie też nie bardzo. Warto jednak nad tym popracować, aby wyrobić w dzieciach nawyk myślenia długoterminowego, który wiąże się właśnie z cierpliwością.

Podczas tegorocznego Międzynarodowego Forum Tato.net (konferencja dla ojców), jeden z prelegentów opowiadał o tym jak założył „Bank u Taty”. Sam jest przedsiębiorcą z pewnymi sukcesami, więc i swoje dzieci uczy właściwego podejścia do pieniędzy. Oszczędzanie się opłaca. Są różne lokaty z procentami itp., ale faktem niestety jest też to, że wiele dorosłych osób nie rozumie tego typu narzędzi. Nie myślą długoterminowo i twierdzą, że nie mają z czego odkładać. Prawda jest jednak taka, że nawet małe kwoty w perspektywie trzydziestu czy czterdziestu lat mogą się zebrać w niezłą sumę. Ale skoro dorośli mają z tym problem, to tym bardziej dzieci. Tu właśnie pojawia się „Bank u Taty”. Wyjątkowy bank, bo z oprocentowaniem tygodniowym w skali 25%. Chodzi tu o to, żeby pokazać dzieciom mechanizm oszczędzania i korzystania z procentu lokaty. Krótko mówiąc: dziecko ma jakąś kwotę pieniędzy i a) może ją wydać lub b) całość albo część zdeponować w „Banku u Taty”. 10 zł po tygodniu zamieni się w 12,50. Niewiele. Ale już po miesiącu? A po roku?

 

5. Pozwól na błędy

Mało rzeczy boli nas bardziej niż smutek naszych dzieci. Robimy wszystko, żeby temu zapobiec. Czasami staramy się tak bardzo, że sami je okaleczamy naszą nadopiekuńczością. Błędy są jednak istotnym elementem nauki życia. Czasem trzeba zacisnąć zęby i dać się dziecku „sparzyć”. Właśnie z miłości powinniśmy to zrobić. Teoria teorią, ale to jednak praktyka stanowi kwintesencję nauki. Wiecie, raczej nikt z nas nie chciałby leczyć się u lekarza bez praktyki. Nie zostawilibyśmy też samochodu u mechanika, który tylko czytał i słyszał o naprawach. Dziecko trzeba asekurować, owszem, ale przecież nie będziemy przy nim przez całe życie.

Wartość pieniądza jest dla dzieci pojęciem abstrakcyjnym (ze zgrozą stwierdzam, że dla wielu dorosłych również). Bez zarobienia i bez stracenia pieniędzy ciężko to będzie wytłumaczyć. Dodatkowym „problemem” jest sytuacja, gdy dobrze nam się powodzi. Pieniądze po prostu są. Coś się popsuje, zgubi, trudno – kupi się nowe. Nawet nie chodzi o szastanie pieniędzmi, ale po prostu, bo „dziecku będzie przykro”.

Znam ludzi dorosłych, którzy nie szanują rzeczy nie tylko swoich, ale i cudzych. Znam młodzież, która nie rozumie, że na to co oni mają, ktoś musi ciężko pracować, a wielu może tylko o tym marzyć. Widzę na co dzień pogardę do innych, płynącą tylko z tego, że posiada się rzeczy czy pieniądze, na które nawet się nie zapracowało. Dostrzegam to w społeczeństwie i nie chcę, aby moje dzieci wyrosły na takich ludzi. Dlatego z troski i miłości warto pozwolić im popełniać błędy, żeby zrozumiały, naprawdę zrozumiały, o co w tym chodzi.

Niech wydadzą całe kieszonkowe w ciągu 10 minut na głupoty. OK, niech będzie, ich wola. Ale muszą wiedzieć, że do końca miesiąca nie dostaną nawet złotówki.

 

6. Premia

Premie i nagrody motywacyjne służą, jak sama nazwa wskazuje, do motywowania.  Zależy nam na rozwoju naszych dzieci i zależy nam na tym, żeby były zmotywowane i zachęcone do lepszej oraz bardziej wytrwałej pracy; w tym wypadku oszczędzania. To właśnie my, z całym naszym autorytetem, jesteśmy najlepszym potwierdzeniem tego, że dzieciaki wykonują świetną robotę. Musimy im to pokazać. Naprawdę musimy. Ludzie w każdym wieku tego potrzebują, a już szczególnie dzieci, które stawiają w trudnym świecie finansów swoje pierwsze kroki.

Uzbierały zgodnie z planem, powiedzmy, pięćdziesiąt złotych? Świetnie, mówimy: „Dobra robota. Oto dodatkowa dycha za Waszą pracę i wytrwałość. Podoba mi się to, co zrobiliście, jestem z Was dumny, tak trzymajcie”.

Zachęcajmy i pokazujmy, że jesteśmy z nich dumni. Nasza duma jest dla dzieci budulcem poczucia własnej wartości i pewności siebie.

 

Oczywiście wszystkie te sposoby to tylko propozycje, nie jest to jakaś prawda objawiona. Najlepiej dostosować metodę do swojego dziecka.  Wypróbować co się sprawdza, a co nie. Na pewno warto próbować – mądre wprowadzenie dzieci w świat finansów będzie z pewnością “procentować”.

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s